Znaki
Ostatnie dni, a właściwie już tygodnie, są dla mnie zastojem.
A ja, jako Strzelec, nie bardzo się w bezruchu odnajduję.
Więc myślę, szukam, kombinuję, co zrobić, żeby ruszyć z miejsca.
Z jednej strony wiem, że mam ufać procesowi, a z drugiej moja natura i niecierpliwość nie radzą sobie z tym, że nic się nie dzieje… tzn. według mojego planu.
Bo jakże by inaczej.
Przez ostatnie miesiące żyłam w przekonaniu, że to już ostatnie tygodnie w moim domu. Że za rogiem czeka moja nowa droga: pisanie, tworzenie, wolność. A tu nagle trzeba wrócić do tyłu. Do innego scenariusza, który już myślałam, że mam za sobą… a to boli.
Więc jestem zatrzymana.
W niewiedzy.
W tym reality, w którym przez chwilę już nie żyłam — bo wybiegłam do przodu. Bo byłam o kilka kroków dalej, niż to, co jest.
Szukając odpowiedzi, włączam YouTube z intencją znaku.
I dostaję piosenkę Solpulse — „Just let it be”.
Dopiero chyba za trzecim razem, bo nie mogłam przestać słuchać.
Ten głos mam już znany w głowie. Mówiący: „Just let it be.”
Nic nie rób.
Dostosuj się do sytuacji.
Bądź tu i teraz.
Tylko tyle.
I aż tyle.
Dla mnie — aż tyle, jak się okazuje.
Powracam jak jojo do schematów: kontroli, lęku…
Ale też z dużo szybszą prędkością wyłapuję, gdzie jestem. I na tym się koncentruję. Doceniam, że widzę, co się dzieje — a nie skupiam się na samych powrotach.
Może to wszystko wydarzyło się dlatego, że kiedy dostałam „światło”, zaczęłam od nowa układać plan w głowie. Sama. Krok po kroku.
I może znów „uśpiłam” zaufanie kontrolą.
I może właśnie na dzisiaj nie trzeba nic ulepszać, poprawiać, naprawiać ani zmieniać.
Może trzeba po prostu być.
I pozwolić chwili żyć.
Nie szukać na siłę.
Być.
Po prostu być.
Afirmacja na dziś:
„Pozwalam, żeby wszystko było dokładnie takie, jakie jest. Oddycham i wracam do zaufania. Nie muszę niczego przyspieszać, mogę po prostu być.”
12 stycznia 2026
Simply Me