Od „ja tak nie chcę” do dziś.
Patrząc dziś z perspektywy tych kilku lat, kiedy zasiałam ziarenko pod tytułem „ja tak nie chcę”, a z punktu, w którym jestem teraz, wiedząc, jak konsekwentnie zdzieram kolejne warstwy cebuli, uczciwie mogę powiedzieć, że nie miałam pojęcia, jak ciężko będzie.
Nie wiedziałam, jak bardzo będę chciała dotrzeć do siebie.
Jak daleko byłam od siebie.
Nasunęła mi się dziś myśl o biblijnym ziarnku gorczycy.
Jeśli zasiejesz je z intencją, że ma wyrosnąć, ono będzie rosło. Konsekwentnie.
Nie miałam pojęcia, ile sytuacji może się wydarzyć, nielogicznych, bolesnych, zupełnie poza moim wyobrażeniem.
A dziś mam w sobie poczucie spełnienia i wdzięczności za każdy dzień z ostatnich sześciu lat.
Sześć lat temu nie przyszłoby mi do głowy, że będę pisać bloga, choć wcześniej były ku temu przesłanki.
A to, że będę go pisać i sama promować w swoich social mediach, że w ogóle się wychylę, było nie do pomyślenia.
Dziś to robię.
Nie jest to jeszcze dla mnie całkiem naturalne.
Nie mam strategii i nie znam się na tym, jak działają posty, reels czy karuzele. Każda publikacja to dla mnie wyzwanie, żeby stworzyć najprostszą wersję.
Natomiast wiem jedno.
Nie przeszłam tej drogi po to, żeby się umęczyć.
Przeszłam ją po to, żeby żyć. Być dla siebie.
I żeby to, co we mnie rośnie, nie służyło tylko mnie.
Bo sens pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy dzielić się tym, co w nas prawdziwe.
Afirmacja na dziś:
“To, co we mnie zostało zasiane, rośnie we właściwym czasie.”
03 marca 2026
Simply Me