Kiedy zaczęłam bardziej świadomie przyglądać się temu, co mi się „przydarza”…
Na każdym kroku widzę synchroniczności. Widzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wpadają łzy i radość, smutek i żal, na zmianę, ale wszystko gdzieś ma swój sens.
Ostatnio wpadła też magia. Pojawiła się pośród mojej bolesnej rzeczywistości, zupełnie mnie zaskakując.
Za każdym razem, gdy siedzę i wydaje mi się, że naprawdę nie mam już siły i proszę o chwilę wytchnienia, coś przychodzi w różnej postaci. Tym razem była to magia.
Nie wiem, czy przyszła na chwilę, czy zostanie na dłużej, a może nawet na stałe.
Nie wiem… i boję się, że nie wiem. Ale cieszę się, że jest. Staram się z całych sił nie układać scenariuszy, nie oczekiwać, a po prostu być.
Cholernie jest to trudne, kiedy całe życie żyło się oczekiwaniami, pisało scenariusze, planowało, jak to „powinno” być, a potem przychodziło rozczarowanie i płacz, że znowu nie wyszło tak, jak tego oczekiwałam.
Więc się boję. A jak się boję, to szukam odpowiedzi, wskazówek co robić.
Wpadło mi ostatnio takie zdanie:
„Szczęście to rzeczywistość minus oczekiwania.”
Od razu zasiadło głęboko we mnie. Jakie to piękne, proste i trudne zarazem do zrealizowania!
Powtarzam je sobie jak mantrę już trzeci dzień, w każdej sekundzie strachu o to, że „nie wiem”: „Szczęście to życie minus oczekiwania.” I mówię sobie:
„Więc, kochana moja, ciesz się tą magią, która do Ciebie wpadła, i nie analizuj, na ile przybyła…”
Afirmacja na dziś:
„Nie muszę wiedzieć, jak długo coś potrwa.
Pozwalam magii być w moim życiu,
tu i teraz.
Szczęście to życie minus oczekiwania.”
30 września 2025
Simply Me