Simply Me – Po prostu Ja

Kiedy uczymy się ufać…

Kiedy uczymy się ufać, zaczynamy iść drogą, którą nie idą wszyscy.
Drogą, na której zatrzymujemy się częściej, bo coś nas boli, uwiera, coś nie działa.
Czasem ciało odmawia posłuszeństwa, czasem serce.
A jednak… w każdej z tych sytuacji gdzieś pod spodem zaczyna pojawiać się zaufanie.
I dziś przyszło do mnie pytanie:
Czym właściwie jest zaufanie?
Przecież tyle razy mówiłam sobie: „ufam, że będzie dobrze”,
a zaraz potem, zupełnie nieświadomie, przejmowałam kontrolę.
Planowałam.
Zabezpieczałam się.
Wyprzedzałam życie.
A teraz… stoję na rozdrożu pomiędzy światami.
Jeszcze nie w nowym, ale już nie w tamtym.
Budziłam się dziś i poczułam głęboką wdzięczność za to, że… nie mam pracy.
Brzmi dziwnie?
Dla mnie też.
Dopiero po dwóch miesiącach bez pracy (a w domu prawie trzech) zobaczyłam jasno, jak bardzo byłam wyczerpana.
Jak bolało moje ciało.
Jak funkcjonowałam w kołowrotku, który mnie powoli zjadał:
rozstanie, praca, dom, obowiązki, presja, poczucie, że „muszę, bo inaczej się nie da”.
Dziś wiem, że się da.
A ta wdzięczność, ten spokój, to zauważenie, ile złego robiłam sobie z przyzwyczajenia, to właśnie jest zaufanie.
I nagle przypomniałam sobie, kiedy pierwszy raz naprawdę go doświadczyłam.
Dwa lata temu, kiedy ruszyłam na Camino.
Bez przygotowania.
Bez planu.
Z plecakiem, sama.
W góry, w kraj, którego nie znałam.
A jednak spokojna jak nigdy w życiu.
Dopiero dziś widzę, że znaki, które wtedy spotykałam każdego dnia, były piękne…ale nie one były najważniejsze.
Najważniejszą lekcją, i największym błogosławieństwem, było zaufanie.
To prawdziwe.
To idące z wnętrza.
To, które nie potrzebuje kontroli ani planu.
To, które objawia się… spokojem.
Tą cichą pewnością, że właśnie tam mam iść.
I dziś czuję dokładnie to samo.

Afirmacja na dziś:

„Zaufanie rodzi się w ciszy. Pozwalam życiu prowadzić mnie tam, gdzie mam iść.”
10 grudnia 2025
Simply Me

Przewijanie do góry